sobota, 1 czerwca 2013

Connie marudzi #2 - Zakupy, czy tylko mnie to męczy?

Hejka!

Jak tam u Was początek weekendu? Mam nadzieję, że dobrze, bo w końcu dzisiaj Dzień Dziecka >.< Możecie się pochwalić, co dostaliście, bo szczerze mówiąc, ja nie mam nic do opowiadania w kwestii prezentów :P

Dzisiejszy post będzie trochę nawiązany do prezentów, bardziej do ich kupowania, ale nie tylko ich. Chodzi ogółem o zakupy, które są rzekomo uwielbiane przez gimbuski i inne kobiety.

Szczerze przyznam, że w poprzednim życiu chyba byłam facetem, bo nie lubię zakupów XD. Zawsze, kiedy jeżdżę np. do galerii z siostrami albo mamą, to mnie to przytłacza - nieustanne chodzenie po najróżniejszych sklepach, masakryczne ceny ubrań, które mogą się nam spodobać, tłumy ludzi i ciągły hałas.

No dobra, może i czasami lubię sobie pooglądać jakieś ładne ciuchy, ale bez przesady. Często potrzebuję przerw w łażeniu, bo mój kręgosłup dosłownie wysiada, kiedy inne osoby z którymi przyjechałam wciąż chcą szukać ubrań dla siebie.

Najgorsze są te momenty, kiedy znajdę jakąś świetną bluzkę, a do akcji wkracza ktoś z mojej rodziny i twierdzi, że jest beznadziejna, źle na mnie leży i jeszcze podsuwa mi to, co mi się nigdy w życiu nie spodoba i nie założyłabym tego nawet, jakbym miała dostać milion dolarów >.<

Tak się składa, że akurat wczoraj zrobiłam sobie taki mały "shopping", który przez moją siostrę trwał 4 godziny :3

Było mi bardzo miło zmarnować pół dnia na szukaniu koszulek, spośród których wcale nie było aż tak wielkiego szału XD Ważne, że coś nowego jest w szafie, ale ta męka w galerii zawsze będzie mnie odstraszała od zakupów.

A Wy? Też macie problemy ze znajdywaniem albo uzgadnianiem, co kupić? Też nienawidzicie zakupów tak, jak ja? XD

Pozdrawiam, Connie.
 

1 komentarz:

  1. Ja też nienawidzę zakupów (Ogarnąć to mogę, ale nie z własnej woli). Gorzej było jak byłam młodsza i nie mogłam zostać sama w domu, więc moja mamusia musiała mnie ze sobą wziąć co było katuszem i jednej i drugiej. Sytuacja z CCC, mija 15 minut. Mama w przymierzalni, ja trzymam ubrania. Trwam dzielnie jeszcze pięć minut. Bum, nie wytrzymałam. Płacz. Dzięki ochroniarzowi który zlustrował moją rodzicielkę "pobłażliwym spojrzeniem" dopięłam swego i wyszłyśmy.

    ~

    A post bardzo fajny, tylko tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń